Gdyby nie zło – nie byłoby magii.

czyli nie ma tego złego… chociaż jednak trochę żal, ale jak żal, jeśli była magia

Na sztukonawynosowym afiszu widnieje m.in. spektakl „Nie budźcie mnie” autorstwa i w reżyserii Bogdana T. Graczyka. To spektakl pisany z myślą o naszej dwójce (Szefie i mnie), ze Sceną Pokój i sztuką na wynos  w głowie. Trudno powiedzieć, jak wielki miało to wpływ na jego kształt i jak bardzo przesiąknięci jesteśmy sobą nawzajem. Niezależnie od tego, to podróż dla mnie każdorazowo wyjątkowa; spektaklowa wędrówka, która zasysa do wnętrza rzeczywistość i zmienia znaczenia, jak szkiełka w kalejdoskopie zmieniają  się zawsze w nowy obraz. I choć teatr zawsze jest „muszką jednodniówką” i jest to po prostu jego naturą, to mam wrażenie, że „Nie budźcie mnie” podnosi tę cechę Melpomeny do potęgi.

Scena Pokój ma 13 regularnych miejsc na widowni, ale już na samym początku powiedzieliśmy sobie z Szefem, że będziemy grać od 1 do 13. Nie chcieliśmy, by zanim ktokolwiek dowie się o istnieniu stacjonarnej części sztuki na wynos, zanim poczta pantoflowa rozniesie w świat wieści o tym co i jak robimy, by nasi Goście (Ci pierwsi, Kolumbowie snw) odbili się od klamek, bo „nikt inny nie wpadł na podobny pomysł”. Graliśmy nasze spektakle w każdej konfiguracji od 1 do 13+, zdarzało się nam być w przewadze liczebnej, zdarzyło się też, że ktoś poprosił o przeniesienie biletu, gdy dowiedział się, że będzie na widowni sam(-a). Zdarzało  nam się czekać na dzwonek do domofonu, w pełnej gotowości do 19:30 i w kuchni popijać herbatę z cynamonem lub wino, połykając łzę po niezagranym spektaklu. Zdarzało nam się też, podjąć decyzję, by nie grać, jeśli w dniu spektaklu nie było żadnego Gościa na horyzoncie… Gdy jednak była choć jedna rezerwacja… – my byliśmy w gotowości…

Przed kwietniowym, poniedziałkowym „Nie budźcie…” mieliśmy pięć rezerwacji – to była grupa. W ciągu dnia, na godzinkę czy dwie przed spektaklem sprzedała się jeszcze jedna samotna eWejsciowka – intruz w tej zapowiedzianej wspólnocie znajomych. Te konstelacje Widzów, to w ogóle dość ciekawy u nas temat. Wszak 5 osób to prawie 40% widowni, i tu nagle taki Obcy. Jakie sojusze, jakie niezrozumienia pojawią się po drugiej stronie sceny… czasem zadajemy sobie takie pytania…

Pan A. przybył dość wcześnie, skorzystał z faktu, że otwieramy się na godzinę przed spektaklem. Zasiadł w naszej WINYLARNI i dość szybko przestał być „Obcym”. Zdumiewają nas nasi Goście. A. przyjechał do Krakowa na maraton, A. był spoza granic (nie tylko miasta). Długo siedział sam… W niedzielę biegł 40 km po Krakowie, w poniedziałek przybył do nas… Na kilka minut przed spektaklem zaczęliśmy odsądzać od czci tych, którzy przychodzą do teatru na ostatnią chwilę. Potem zaczęliśmy przeklinać tych, którzy bez słowa, po prostu nie przychodzą do teatru i nie zasiadają na zarezerwowanych miejscach… A. w niedzielę biegał wśród tysięcy… a w poniedziałek zasiadł na widowni SAM. Chwila skupienia i jedno ściemnienie, by otrząsnąć się z oblepienia tym złem ignorancji (jak wtedy myśleliśmy) i … Aaaaa Eeeee Iiiiii Ooooo Uuuuu Yyyy – zaczęliśmy wydobywać z siebie pierwsze dźwięki spektaklu… Na 200 m kwadratowych sztuki byliśmy w piątkę – Światło, Dźwięk, A- i B- na scenie, a pomiędzy nami nie obcy już Gość – teatralny Maratończyk „A.” …

To był lot. Takie rzeczy zostają w aktorskiej duszy na zawsze. Do takich momentów wraca się, kiedy mozół tego zawodu, zwątpienia i niezrozumienia, drapią duszę tak, że człowiek się boi „że zaraz ci w końcu to miejsce zdrętwieje, i nic nie będziesz czuć”. Ku takim chwilom spogląda Szefostwo, gdy sztukę próbuje atakować zło…

słowa: Szefowa

kreska: Szef

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s