Czy uznalibyście nas za zdrajców?

Chyba co drugi serial na Netflixie, czy HBO mówi o zdradzie. Można jej dokonać na wartościach, ideałach, ludziach, narodzie, społecznościach… Można też „zdradzić wartości marki” – tak usłyszałam w podkaście biznesowym, którego słucham. Słucham z kilku powodów:

  1. Jest dobry.
  2. Chcemy wykorzystać ten czas, by wprowadzić pewne zmiany w zarządzaniu, więc uczymy się.
  3. Słuchamy podcastu, by uczyć i rozwijać się też podcastowo, skoro tę przygodę rozpoczęliśmy niedawno.

Nie tylko nam wywrócił się, jak wiecie, świat planów. Wśród nich był remont – przebudowa – rozwój – rozrost, który miał wydarzyć się w wakacje. Przygotowywaliśmy się do tego precyzyjniej i racjonalniej niż do czegokolwiek wcześniej. Zaczęliśmy jakiś czas temu powoli szturchać głowami finansowy sufit sztuki… a wiadomo, że gdy zacieśnia się ta pieniądzopętla, choćby nie wiem, jak człowiek chciał się przed tym bronić, trochę trudniej rosną wtedy skrzydła…

By nie dopuścić  do zaduszenia nas i sztuki zaczęliśmy planować. Wymyśliliśmy ciekawe rozwiązania; postanowiliśmy poszerzyć przestrzeń. Wydawało nam się, że rozrysowaliśmy plan, który poszerzyłby nieco widownię, rentowność, ale nie odebrał bliskości i kameralności; nie odebrał istoty – możliwości spotkania pozbawiającego nieco anonimowości. Nie chcieliśmy zdradzić Was przestrzennie, ale chcieliśmy stworzyć sobie szanse dalszego rozwoju.

Około urodzin mieliśmy zamiar uruchomić nasz profil na Patronite, by dalej trzymać się naszej polityki finansowania – tego, by w sztuce były dokładnie te pieniądze, które w sztuce chcą być (czyli głównie nasze własne, ale nie wyłączając innych chętnych…). Te pieniądze, które znają konkretnie trasę swojej podróży od kieszeni X, do SNW. … Które nie błądzą po kontach podatków, dotacji, grantów itd.

Nie dlatego, że uważamy, że sztuka nie powinna być dotowana, ale dlatego, że nie chcieliśmy, by nasze sztukowe… dziecko, karmiła jakaś kieszeń, która tego robić nie chce… Z lęku przed choćby jedną taką, mieliśmy taką, a nie inną politykę finansowania.

20200417_205950

Wszystko pozmieniało się w ciągu miesiąca. No może wszystko, to przesada – ale wiele… Nie mamy śmiałości Patronite-owej … – czas na to wydaje nam się dziwnie niestosowny… Ale nie chcemy zadusić sztuki… nie chcemy jej musieć w wakacje zamknąć… Boli nas inwestycja, która oddaliła się w tym momencie na nie wiadomo ile… … …

Czy uznalibyście nas za zdrajców? Gdybyśmy teraz… wypełnili jakiś wniosek? Gdybyśmy za kilka miesięcy nie mogli już powiedzieć, że sztuka… utrzymuje się tylko ze środków prywatnych?

słowa: Szefowa

kreska: Szef

MARZEC. O tęsknocie po raz trzeci, ostatni.

Nie było dziwniejszego miesiąca w naszej historii. Ta nagła zerwana nitka planów, a wszystkie powieszone na niej mniejsze i większe zamiary spadły na ziemię, i można było słyszeć brzęk „tłuczonego pomysłoszkła”.

Jakiś czas temu przekonałam się do cyfrowej wersji kalendarza. Wiele to ułatwia. Nie zastępuje dla mnie w pełni słowa zapisanego na kartce, ale jednak… wygodne i komfortowe to narzędzie. Na początku wprowadziłam tylko wydarzenie trwające wiele dni: „kwarantanna”. Nie byłam w stanie wykasować bezboleśnie zaplanowanych na marzec wydarzeń… Potem stworzyłam drugi… „kalendarz kwarantannowy” i powoli zaczęliśmy wypełniać z Szefem jego pustostan – zadaniami nowymi.

Pojawiły się nowe kolory, jak ten odpowiadający pracy nad podkastem, przestrzeń na porządki, na zmiany, na to by po chorobie wrócić do lepszej pracy.
Oczywiście – tęsknota jest. Centralnym elementem sztuki stała się w ostatnich latach Scena Pokój i spotkania z Wami. Ale tęsknota to w zasadzie jedno z najpiękniejszych uczuć. Jeśli się tęskni – to znaczy, że jest za czym. A spotkanie po rozłące smakuje, jak żadne inne. W przerwie wakacyjnej nie widujemy się też przecież przez prawie dwa miesiące.

20200329_220535

Dlatego nie lepimy tej tęsknoty plastrem domowych grań. W sumie na co dzień i w czasach „dobrych” gramy w pokoju… i wyciskamy z tej okoliczności ile się da. Rozpoznajemy się dla Was w innych sposobach komunikacji, innych dziedzinach sztuki, które nie stanowią namiastki, a inność. Wykorzystujemy ten czas. Zerwaną nitkę połączyliśmy sznurkiem innego koloru i wieszamy na nim inne rzeczy. Szczerze się przyznajemy, że póki co, nie boli nas ten czas. Mamy nadzieję, że się skończy, nim uwierać zacznie… Mamy nadzieję, że Wy też nie wariujecie, a ta inna sytuacja ma jakieś plusy, niesie inspiracje, daje się przetrwać, albo cudownie przeżyć. Nam jest dobrze… Tylko czasem, jak przełączymy widok w kalendarzu z tego sprzed, na ten teraźniejszy… to tych niezagranych… więcej niż żal

słowa: Szefowa

kreska: Szef

Dziś nam po prostu smutno

Niewiele jest dni w sztukonawynosowym kalendarzu pewnych. Ważnych dat, z wydarzeniami zaplanowanymi z wysokiej góry. W zasadzie jest jeden taki dzień i pół. Ta połówka to początek sezonu, weekend pokrywający się z akcją charytatywną Poland Business Run. Od dobrych kilku lat otwieramy sezon w dniu, w którym biegną businsessowe sztafety. Ruchoma to nieco data wrześniowa, weekendowa.

Pełny dzień to 24.03. … – Urodziny Sceny Pokój. W 2013 odbyła się wtedy premiera „Postrzału” – pierwszej autonomicznej produkcji sztuki na wynos, a potem sześciokrotnie już Urodzinowy Dzień Otwarty. W tym roku oprócz dnia otwartego planowaliśmy w ramach obchodów urodzinowych całodniowe teatralne wydarzenie „Jestem obok. Wszyscy w domu”, które ostatecznie i w pełnej krasie otworzyłoby w końcu młodszą siostrę Sceny Pokój – Scenę Kameralną… Tak to sprytnie wymyśliliśmy, by było jeszcze huczniej niż zazwyczaj, i by w kolejnym roku siostry mogły świętować razem. Wciąż 24.03… Chcieliśmy też sprawić sobie społecznościowo – internetowy prezent…

20-03-24 Darutek dziś nam po prostu smutno

Nie było premiery wydarzenia…

Nie będzie Dnia Otwartego…

Nie będzie Was jutro w Starowiślnych progach…

Nie będziemy częstować cynamonowymi ciastkami w kształcie sztukonawynosowych nóg logotypowych…

Nie będzie też promocyjnych trzynastkowych biletów…

Nie będzie jutro gwarno…

Nie spotkamy się…

Próbujemy być dla Was w sieci, ale naprawdę trudno nam udawać, że teatr – tę ze sztuk, której integralną częścią jest żywy kontakt z Wami, można robić online.

Dziś nam po prostu smutno.

słowa: Szefowa

kreska: Szef

Rozpięła skrzydła dusza (…) tam leci, gdzie jej dom.*

Pewnie nie jestem sama w poczuciu, że to dziwny czas. Na wielu płaszczyznach i dla każdego zapewne na inny sposób. Przekazanie informacji o odwołaniu spektakli było trudne, i w tym też nie jesteśmy sami. Dziwaczna jest taka wyrwa w epicentrum sezonu. Pauza w egzystencji, która w dużej mierze składa się z otwierania drzwi przy Starowiślnej 55/6 i 7.

Do drzwi wejściowych „sztuki…” jest kod… używają Go wszyscy nasi współpracownicy – „Ludzie sztuki…”, więc już od dzwonka wiadomo, czy do naszego teatralnego „domu” zbliża się Gość, czy Rodzina… Pewnie niewiele jest takich teatrów, do których wprowadza domofon… i proszę nawet w tym śmiesznym urządzonku kryje się „dom”.

Większość z nas redefiniuje właśnie kwarantannowo to pojęcie… Albo rozgaszcza się… albo po prostu jest… jest w domu… z kimś… albo samotnie… w wymiarze innym niż zazwyczaj.

Sztukonawynosowo byliśmy zanurzeni w tym pojęciu intensywnie już od dłuższego czasu… Bo „dom” właśnie jest słowem-kluczem-spoiwem-sednem i kłopotem naszej najnowszej produkcji, którą premierujemy sukcesywnie od stycznia. 22 marca miało się odbyć całodniowe teatralne wydarzenie, gdzie w końcu miały spotkać się ze sobą razem wszystkie historie „Jestem obok”. Dwanaście domów, dwanaście domoprób, wariantów, systemów. Ależ to cudownie różne światy… Bardzo cieszyliśmy się na to spotkanie, wyczekiwaliśmy go bardzo długo… tej parapetówki… Szczerze, nie mam nawet pewności, czy wszyscy współtwórcy tej produkcji mieli okazję się poznać. Pogubiłam się już troszkę. Chyba nie… Chyba miało to dopiero nastąpić 22 marca… Pierwszy raz zaplanowałam spektakl w sztuce z takim wyprzedzeniem… i proszę… perfekcyjne wyczucie czasu… chciałoby się rzec…

20-03-14 darutek blog (...) tam leci gdzie jej dom

Czy można tęsknić za czymś, czego jeszcze nie było? Chyba nie do końca… Chyba wtedy tęskni się do… Tęskno mi do tego spotkania. Sama mam w nim swój domek… bezdomek… bezdomek duszy…

W najbliższych dniach będę zapewne sycić swą tęsknotę… Ale to chyba dobrze. Tęsknota zawsze była dla mnie rzeczowym dowodem na ważność ludzi i rzeczy. Nie tęsknie za to, pierwszy raz od dawna, za domem. Jestem. I nie narzekam.

Życzę nam wszystkim, by bycie w domu było dla nas dobrym… bo o to chyba chodzi w pojęciu „dom”.

*cytat z wiersza „Księżycowa noc” Josepha con Eichendorffa, tłum. ks. Jerzy Szymik

słowa: Szefowa

kreska: Szef

Tej nocy spałam mocno i głęboko…

Była 1:00, a ja miałam w głowie już kolejny wpis na bloga. O wadze decyzji w obliczu sytuacji. O tym, że duże będą prawdopodobnie musiały, a takie jak my – będą mogły. O poczuciu odpowiedzialności… i o strachu, który czasem zwodzi na manowce… Wpis był w mojej głowie ładny i ciekawy, a ja leżałam w poczuciu, że być może będziemy (dzięki naszej kameralności i garstkowości spotkań pod banderą sztuki na wynos w krakowskiej siedzibie) – ostatnim bastionem teatralności krakowskiej. Było mi z jednej strony romantycznie, Joanno D’Arcowo, ale i… ciężko. Bo byłaby to jednak odpowiedzialność na nasze barki, może, za ciężka…

Już chciałam pisać… ale była rzeczona pierwsza, i pomyślałam, że zostawię to do jutra. Mimo ciężaru w duszy „tej nocy spałam mocno i głęboko.”

Przyszło jutro… Jutro okazało się być dynamiczne i wykluczające ten etap, gdzie decyzja musiałaby być nasza…

Nie będziemy się z Wami spotykać „na żywo” przez najbliższe dwa tygodnie (lub dłużej, jeśli taka będzie konieczność). Jest nam z tym bardzo dziwnie, zwłaszcza że czas ten trafia w wydarzenie, do którego szykowaliśmy się (w jakimś wymiarze) przez dwa lata… oraz w nasz urodzinowy dzień otwarty. To będzie najsamotniejszy marzec w naszej historii.

20-03-11darutek blog

Ale postaramy się spotykać z Wami inaczej, byście nie zapomnieli… i będziemy pracować dalej, by było do czego wracać, no bo jakże inaczej… w końcu kryzysy to szanse… że się powtórzę z poprzedniego odcinka cyklu dwunastu wpisów inspirowanych cytatami z poszczególnych miniatur „Jestem obok”. Trzymajmy się zdrowo, myślmy o sobie nawzajem ciepło, pomagajmy sobie, i róbmy przez najbliższe dni to, na co zawsze brakowało nam czasu!

słowa: Szefowa

kreska: Szef

Kryzysy to szanse.

Tak to już jest, że są czasy lepsze i gorsze. Tłuste i chude. Szare i kolorowe… A najczęściej miesza się jasne i brokatowe z burym i ponurym. I na kolorowych widnokręgach pojawiają się … kryzysy. Czasem skradające się od dłuższego czasu, będące konsekwencją i kwestią czasu … a czasem jednak trafiają z zaskoczenia… Taki nóż w plecach z „Postrzału”… albo przynajmniej scyzoryk…

Ale, jak to pada w „DOMu”… [a jesteśmy teraz w pierwszym, z dwunastu, odcinków cyklu wpisów inspirowanych poszczególnymi miniaturami z „Jestem obok”] kryzysy to szanse.

I tak ten scyzoryk wbity pod żebra, w pierwszej chwili pozbawia tchu… odbiera radość z ostatnio naprawdę kolorowego, ciężko wypracowanego, krajobrazu; podcina cudownie rozwijane skrzydła; i szepce chropowatym głosikiem dajmy sobie z tym wszystkim spokój I ten szept wywołuje reakcję natychmiastową – NIE! Po prostu nie… Wystarczy rozejrzeć się dookoła sztukonawynosowego dobra; popatrzeć na wyprodukowane spektakle, na ludzi którzy je współtworzą, na tych, którzy na nie przychodzą i na tę rosnącą społeczność; na to wszystko co w sercu można zabrać z sobą na wynos, i drobiazgi rzeczowe, z którymi można zrobić to samo. Złapać współszefa za rękę i po prostu wiedzieć, że to jest nasze nie tyle miejsce, co po prostu nasza sztuka na wynos, i że ona po prostu nie powiedziała jeszcze wszystkiego, że chce mówić dalej, może trochę inaczej, może nawet ciut głośniej, ale na pewno nie jest jeszcze gotowa, by zamilknąć… Trzeba to dostrzec, i… zakasać rękawy do pracy i do zmian, by dać jej szansę rozmawiać z Wami dalej. Wydaje nam się, że warto. Wy też nam tak mówicie, a my staramy się słuchać i słyszeć. I tak…

20200302_192236

Podczas, gdy sezon 2019/2020 toczy się swym dość normalnym rytmem… Gramy to, co już graliśmy i wodujemy kolejne opowieści domowe z „Jestem obok”, witamy Was serdecznie w Starowiślnych progach… na boku, w zaciszu, po kątach szykujemy się do zmian…. A będą, jak dla nas szalone; mamy nadzieję, że Was nimi nie odstraszymy, nie stracimy; że gdy już przyjdą (a przyjdą, te największe, z początkiem kolejnego sezonu) to powitacie je z ekscytacją i akceptacją. Że dalej będziecie się chcieli z nami spotykać pod zielonymi nogami snw, bo sztuka… to nie cztery ściany, w niezmiennym kształcie, a Wy i my i spektaklowy pretekst do tego połączenia.

Trzymajcie kciuki, bądźcie z nami… Kryzysy to szanse.

słowa: Szefowa

kreska: Szef

To miłe.

To miłe, że byliście z nami w 2019 roku, pierwszym ze średnią 100% frekwencją, i że tak licznie zapowiadacie się na 2020. To miłe, gdy Scena Pokój pęka w szwach i miłe, gdy „odprawiamy Was z kwitkiem”, choć mile też pęka wtedy serce.

Myślę, że wyczekaliśmy, wypracowaliśmy i mimo wszelkich niedociągnięć zasłużyliśmy sobie, by Was mieć w naszej sztukonawynosowej społeczności. Jeśli macie w 2020 ochotę, to zapraszamy, byście byli z nami bardziej. Nasza kuchniokawiarnia otwarta jest zawsze na godzinę przed spektaklem, i do ostatnich Gości po, i jesteście więcej niż mile widziani.

To miłe, że nie zwątpiliście w nas, i że wykrzesaliście cierpliwość, by doczekać z nami naszej szóstej premiery, która tym razem naprawdę i na pewno i oficjalnie odbędzie się w dniach 16 – 19 stycznia 2020 roku*.

To miłe, gdy widzimy w systemie, że Ktoś z Was, po wyjściu od nas (po swej pierwszej wizycie) i dotarciu (najprawdopodobniej) do domu, zakupił bilety na kolejne spotkanie z nami.

To miłe, gdy widzimy, że wychodzicie od nas, nie żałując, że byliście.

To miłe, drodzy „ludzie sztuki na wynos”, że chce Wam się z nami i u nas pracować.

To miłe, że w kuchni pachnie dobrą kawą, dostarczaną przez miłego człowieka, a w winylarni sączą się miłe uszom dźwięki.

To miłe, że możemy ten post podpisać:

słowa: Szefowa

kreska: Szef

 

Niech ten rok nam wszystkim miły będzie!!!

 

*z racji naszej specyfiki odbywają się u nas raczej sety premierowe niż „ten dzień”

Wprowadzamy „Jestem obok”

Prawie trzy lata temu* byliśmy „tuż” przed premierą „Trzech sióstr” – naszej megaprodukcji, z ilością aktorów, która ledwo mieści się na Scenie Pokój w jednym rządku, podczas ukłonów. To „tuż” przesunęło się nam na koniec lutego 2017 roku. Szczerze się przyznam, że drapie mnie w sercu, gdy próbuję połączyć „Trzy siostry” ze słowem: premiera… Tyle w nich było zmian, dublur, perypetii, roszad, uzupełnień, ulepszeń, walki z technologią, zmian w technologiach, że do pewnego stopnia mam poczucie, że jest to spektakl, który nigdy nie miał okazji uczestniczyć w swojej pełno-kształtnej premierze. I tak, jak nie ma we mnie miłości do premier jako zjawiska, tak po tym doświadczeniu wiem, że moment zwodowania jest jednak ważny, by móc płynąć dalej nie tylko tym, ale i innymi statkami.** Nie chcę pisać, że „Trzy siostry” zaprowadziły nas w jakiś trójkąt bermudzki, ale fakty są takie, że bez premiery trwaliśmy zdecydowanie za długo i za to przepraszamy. Ale jest jak jest…

20191011_225642

Teraz znów jesteśmy „tuż”… To tuż ma na tę chwilę bardzo konkretny termin. Zostało nam +/- 7 dni. W tej chwili zdaje się to być ogromnie mało czasu… są momenty, że chciałabym dopisać do tej cyfry zero… A potem widzę i słyszę jakieś fragmenty z tych domowych opowieści i przebieram nóżkami, i nie mogę się do czekać, aż wszyscy domownicy „Jestem obok” zaczną się, wraz z różnorodnością swoich światów, wprowadzać w Starowiślne progi. Tak! Przy tej produkcji mówimy o parapetówce (albo parapetówkach), a nie premierze… mówimy o mieszkaniu, a nie występowaniu. Jest tylko jeden sposób, by przekonać się dlaczego… przyjść, zobaczyć, pobyć z nami. Nie wszystkich zastaniecie, ale taki to już sąsiedzki urok. W październiku wprowadzi się siedmioro lokatorów i lokatorek, sześcioro w sobotę 19.10 i kolejna 21. Do stycznia swoje miejsce będzie miała cała dwunastka. Mamy nadzieję, że żaden transport z meblami nie rozkraczy się po drodze… Pewności żadnej, ekscytacji multum i tyleż samo nerwów… Jak to przy każdym remoncie… roboty zawsze jest więcej niż na planach, a czasem trzeba po kimś poprawiać… Ale ostatecznie będzie Pan/-i zadowolony/-a

słowa: Szefowa

kreska: Szef

*musiałam sprawdzić w kalendarzu i na stronie, bo nie mogłam uwierzyć, że aż tyle czasu minęło…

** kiedyś jeszcze zrobimy REPREMIERĘ

To będzie szybka produkcja

HA … HA … HA …

Jeśli ma być szybko i tanio, nie będzie dobrze; jeśli ma być dobrze i tanio, nie będzie szybko i tak dalej… i jeśli … i w ogóle… Wiedzą wszyscy od budowlanki po sztukę… Człowiek niby się uczy, ale nigdy nie zmienia i czasem jednak się łudzi… Historia lubi się powtarzać, tudzież zataczać kręgi i tak jesteśmy w miejscu, które do złudzenia przypomina znaną nam lokację…

„Postrzał” był naszą pierwszą „szybką” produkcją… wydawało nam się, że wszystko jest jasne i proste i dobrze zaplanowane. Niemiecka autorka, niemiecki tryb pracy – 6 tygodni i premiera…

Wyszło inaczej… z 6 tygodni zrobiło się 6 miesięcy, albo jeszcze dłużej, już nikt tego nie pamięta… minęło od tego czasu ponad 6 lat. I nie wchodząc w magiczne właściwości tej liczby*, historia zatoczyła koło… Od dłuższego już czasu przebąkujemy w sztuce coś nie coś o nadchodzącej produkcji o roboczym, a może i ostatecznym tytule „Jestem obok”. W zasadzie mówimy o niej od lat… „Trzy siostry” wcisnęły się nam produkcyjnie w kolejkę i chwilę nam zajęło powrócenie do produkcyjnej formy. Tak czy inaczej o „miniaturach domowych” toczyły się pogawędki w naszej sztukonawynosowej kuchni już o każdej porze roku i to nie jeden raz. I pewnie zdarzyło się usłyszeć to tu to tam, że będzie to produkcja mobilna, elastyczna, błyskawiczna w próbach, bo w końcu to jednoosobowe miniatury. Do współpracy zostali zaproszeni sztukonawynosowi aktorzy, więc temat docierania się we współpracy, w rozumieniu – został zamknięty; autorką jest Ingrid Lausund (ta od „Postrzału, od tej pierwszej szybkiej), tłumaczy Maria Fidala, którą poznaliśmy i zaprosiliśmy do współpracy właśnie wtedy. Muzykę pisze Mateusz Kobiałka (który z Darkiem współpracował wielokrotnie), scenograficznie zaprosiliśmy Justynę Banasiak** („Bliżej”), etc. Etc. … i tak chadzaliśmy po sztuce rozpowiadając o tej produkcji, ale jakoś nie mogliśmy ruszyć z miejsca… Tuptaliśmy, dreptaliśmy, gaworzyliśmy i w sumie niewiele więcej z tego wynikało… Niby potrzebowaliśmy oddechu po „Siostrach”, niby oboje z Szefem dużo pracowaliśmy poza sztuką i ciężko z czasem było, niby jakieś tam perypetie i zmiany po drodze, ale to tłumaczyło brak ewidentnych działań tylko do pewnego stopnia… aż … tu nagle… wydeptało się, olśniło, natchnęło.

Ukazało się Darkowi reżyserskie, a mi produkcyjno-pr-owe spoiwo …

Wróciliśmy wspomnieniem do wakacji, kiedy gościliśmy u nas spektakl „Soup City” (Klica Production, reż. Jakub Kasprzak) z trojgiem wielce utalentowanych Lalkarzy i muzyką na żywo. Soup City nie było wtedy naszym frekwencyjnym hitem, ale było cudownym doświadczeniem i spotkaniem z Formą / Maską i Lalką, w (jakby na to nie patrzeć) specyficznej przestrzeni Sceny Pokój. Spędziliśmy razem w warzywnej zupie dwa tygodnie wakacji, a kontakt z jednym z Lalkarzy – Rafałem Iwańskim – nie urywał się. Wiedzieliśmy, że kiedyś się jeszcze spotkamy na naszym parkiecie. Rafał będzie naszym spoiwem, a „Jestem obok” pierwszą naszą produkcją w której pojawią się Lalki. Trzęsę się z ekscytacji. Za długo już nie zaserwowaliśmy Wam premiery. 8.09.2019 – proszę okaż się terminem nie do przesunięcia.

 

*6 to jedyna liczba, która jest sumą swoich własnych podzielników (nie licząc, rzecz jasna, jej samej) … 1 + 2 + 3 = 6

** ostatecznie za scenografię i kostiumy odpowiada Maja Strzebońska. Justyna Banasiak pozostaje królową Lalek i innych form.

 

słowa: Szefowa

kreska: Szef

Kilka słów o miejscach

Rozmawiałam przed chwilą z Szefem przez telefon. Nie ma w tym żadnej wyjątkowości, komunikujemy się dość często. Rozmawialiśmy głównie o sztuce…, co też nie winno dziwić. Przewijały się wątki różne; nie wszystkie dobre i miłe, bo ta nasza działalność to jednak górzysty teren… Górzysty w nieprzewidywalny sposób i czasem wydaje nam się, że tam gdzie miała być polana, jest jednak pagórek okraszony powalonym drzewem, a nam właśnie ktoś przebił oponę w naszym tandemie. „Ahoj przygodo” jednak wołamy, nie marudzimy.

Wracając do konwersacji…

– Jak teraz rzucę hasło sztuka…, to jakie masz słowo-skojarzenie?

– … ciepło

Wyglądam za okno, widzę zazielenione wiosną łąki. Łąki w kolorze sztuki… poruszone wiatrem, omaszczone słońcem, i myśę: TAK. To bardzo dobre słowo. Słowo, które chcieliśmy, by było odczuwalne też dla Was.

Ciepło bliskości, komunikacji, spotkania. Ciepło herbaty z cynamonem; ścisku. gdy na podłogę rzucamy poduchy, by mogło być Was u nas więcej. Ciepło pluszu na fotelach i tychże właśnie poduchach. Ciepło wysiłku i ciepło takiego „tak po prostu”. Tak nam się wydaje, że tacy jesteśmy, takie jest nasze miejsce. Bez napinania się na elegancję, bez puszenia się, bez „ę, ą”. Z mopem, który zawija się Wam czasem wokół kostek, w dżdżysty dzień…

Przez długi czas wieści o nas rozchodziły się głównie pocztą pantoflową. Teraz jest inaczej. Trafiacie do nas z różnych stron, często wiedząc o nas mniej, niż kiedy wtajemniczali Was „znajomi”, którzy już u nas byli. Pracujemy nad tym, by wciągnąć Was na nasz pokład nieco bardziej, przeprowadzić przez bezzasadowe zasady Starowiślnej, ale trochę jesteśmy w tyle z realizacją naszych wszelkich pomysłów i planów. Wybaczcie!

Nie jesteśmy idealni, wiele chcielibyśmy usprawnić, ale z pewnością dbamy o miejsca dla Was!

Przy każdym ustawieniu siadamy z Szefem na 12/13stu i dostawkach oraz poduchach, by sprawdzić czy wypełniamy standardy. Przesiadamy się w różnych konfiguracjach, dyskutujemy o zasłanianiu i niezasłanianiu, testujemy. Myślę, że wygląda to jak kreskówka w przyspieszonym tempie. Żałujcie, że Was wtedy z nami nie ma, bo to niemal kolejny spektakl… Poduchy pojawiły się w tym roku, bo zainteresowanie, bo chęć, bo CIEPŁO, a oboje z Szefem zawsze lubiliśmy schodki i dostawki w teatrach. Jest w tym jakaś niewymuszona chęć bycia razem. Wydawała nam się piękna, i w większości tak jest właśnie odbierana, ale… „Opinie są, jest ich wiele. Nie są same dobre, są zróżnicowane.”

No właśnie. „Wszystko, czyli nic…” Wszystkim, czyli nikomu… Nie uszczęśliwimy wszystkich… Możemy tylko napisać jasno i klarownie

– wszystkie decyzje dotyczące ustawień widowni są przemyślane i sprawdzone

– nie ma dwóch miejsc w sztuce, z których będzie widać to samo i tak samo. Jest to decyzja artystyczna. W wydaniu ekstremalnym na spektaklu „Trzy siostry”. Licentia poetica

– mogą pojawić się przed pierwszym rzędem poduchy „w zaułku litery U” na spektaklach „Postrzał” oraz „Trzy siostry”; w przerwie pierwszego rzędu w spektaklu „…i zawsze przy mnie stój”; w „alejce” pomiędzy miejscami przy „Nie budźcie mnie”

dostawkowicz

 

– ilość poduch jest dostosowana do standardowej przestrzeni wolnej na nogi w większości teatrów. Jednak – wszyscy jesteśmy ludźmi i czasem ktoś w szale pragnienia sztuki przesunie podusię o 10 cm i przyblokuje coś lub kogoś. Szepnijcie poduchowemu widzowi o tem. On wie, że sztuka… trafiła mu się,jak ślepej kurze ziarno, i jest gotowy na przestrzenną współpracę w imię ciepła bliskości.

słowa: Szefowa

kreska: Szef